Menu

poniedziałek, 12 maja 2014

Pierwszy.

Hej!
Zgodnie z obietnicą zapraszam na rozdział pierwszy. :)
Bardzo się cieszę, że prolog, choć zawiły, się podobał. 
Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni :)
Bardzo serdecznie dziękuję i proszę o komentarze :) 
Rouse


Kto nie podejmuje trudów walki,
ten ponosi koszty straconych szans.
     
       Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają… Moim zdaniem ci ludzie muszą być kompletnie walnięci, albo strasznie bogaci. Pieniądz rządzi światem, a jeśli go nie masz, to zaczyna rządzić tobą. Ten chory system, który kontroluje świat jest ustawiony na zyski, a jeśli przynosisz straty, zostajesz usunięty. Nigdy nie narzekałem na brak dóbr materialnych. Wiele ludzi próbowało mi wmówić, że jestem obrzydliwie bogaty i kiedyś przez to zginę. Wyśmiewałem ich, pozwalając, by myśleli, że mają rację. Mnie już raz to spotkało. Teoretycznie zginąłem. To dosyć przykre zdarzenie miało miejsce tuż po wojnie. To wtedy wszystkie możliwe brukowce rozpisywały się na temat mojej rzekomej śmierci. Trzy cholernie długie lata siedziałem na „bezludnej” wyspie. Spisek, którzy uknuli z dziada pradziada poplecznicy Voldemorta. Ale wracając, uwielbiałem mój tryb życia. Codziennie imprezy, dyskoteki, sporadycznie jakieś parapetówki. Oczywiście rodzice nie byli z tego faktu zadowoleni, wręcz przeciwnie. Cały czas truli mi o tym, że powinienem dorosnąć i zabrać sprawy we własne ręce. To było ich motto życiowe dla mnie. Od czasu wojny zmienili się nie do poznania. Za czasów Voldemorta byli nie do zniesienia, wiecie, te całe etykiety, spotkania kręgów itd. Teraz są najzwyczajniej nadopiekuńczy i no cóż… dalej nie do zniesienia.
    Ostatnia noc była cholernie ciężka. Lisa, przyjaciółka dziewczyny Blaise’a organizowała swoją osiemnastkę. No cóż, zostałem zaproszony… Poszedłem z prezentem a wróciłem z ogromnym kacem. Zrzuciłem z siebie ubranie i walnąłem się na łóżko. Nie pamiętam, kiedy zaspałem. Za to doskonale pamiętam jak mnie zbudzono. Moja matka wparowała do pokoju niczym wiosenny huragan i z werwą świetlika rozsunęła zasłony. Mimo że nie otwierałem oczu, poczułem silny ból głowy. Jedyne, o co się modliłem, to, by moja matka opuściła jak najszybciej pokój i po prostu dała mi w spokoju umierać.
- Draco już południe! Zaraz tu będą Blaise i Theodore. Dzisiaj mieliście recenzować jakiś klub. Wujek Blasie’a załatwił wam transport, a tobie nie łaska podnieść się z łóżka!- Narcyza wystrzeliwała z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego. Podniosłem nieznacznie głowę i posłałem jej spojrzenie, które jak dobrze wiedziała, wyrażało całkowite zniesmaczenie.- Daje ci 5 minut, za moment będzie śniadanie!- I wyszła. Odetchnąłem głęboko i przewróciłem się na plecy. Przez chwile patrzyłem się w sufit, by znaleźć w nim coś, co mogłoby go wyróżnić od wcześniejszych obserwacji. Gdy nie znalazłem nic ciekawego, ze spokojem zwlokłem się z łóżka.
    Nie chciałem żadnych zmian. Z natury byłem człowiekiem, który ich nie cierpiał. Lubiłem swoje poukładane życie, a jedyną zagadką było to, który klub odwiedzimy tym razem. Nie widziałem w tym nic złego. Dzisiaj mieliśmy iść do klubu wujka Blaise’a. Już od miesiąca jeździliśmy po różnych klubach i wystawialiśmy oceny, by stworzyć broszury. Fajna, lekka praca. No cóż, w życiu można łączyć przyjemne z pożytecznym. Po doprowadzeniu się do stanu używalności, ponownie położyłem się  na łóżko. Najtrudniej do tej pracy było przekonać Blasie’a. Jego dziewczyna Jessica pracowała, jako „barmanka” w jednym z klubów. Na początku mu to nie przeszkadzało, ale później, gdy zaczynało mu coraz bardziej zależeć, poprosił ją o porzucenie tego zawodu. Od tamtego czasu jeździliśmy w czwórkę. Ostatnio Nottowi zaczęło coś odwalać i zaczął spotykać się z młodą Wesley’ ówną, więc bardzo możliwe, że za niedługo będziemy musieli jeździć w piątkę. Co im odbiło? Zawsze mieli każdą panienkę, na skinienie palca i to właśnie najbardziej się im podobało. Teraz cały czas targają ze sobą te dwie i nic z ich podrywu…
Nie żebym był przeciwko związkom, ale zamierzałem z życia brać garściami i nikt nie miał prawa mi w tym przeszkadzać.  Zwłaszcza po tym przykrym epizodzie. Wiecie, przeczytać w gazecie o własnej śmierci... Mimo wszystko jest to jakiś wstrząs.
    Tak naprawdę nikt nie wie, co tam naprawdę się wydarzyło. Oprócz mnie i tych, którzy o to zadbali. Wiecie jak trudno żyć, gdy jedyną myślą, jaka kotłuje się wam w głowie jest przeżyć? I tak w kółko. Mnie się to udało. Ale wtedy, gdy pewnej nocy, byłem torturowany zanim udało mi się uciec, przysiągłem sobie jedno. Że ci, którzy mi to zrobili, zapłacą za to. Zapłacą za moje zrujnowane lata. Jednak bardzo dużo w moim życiu się zmieniło. Wcześniej byłem rozkapryszonym gówniarzem, który nie doceniał wolności, która była mu na wyłączność. Teraz doceniam każdą możliwą chwilę, która jest mi dana. Bo wychodzę z założenia, że ktoś na górze chciał, bym z tego wyszedł. Czy zamierzam powiedzieć o tym rodzicom? Nie, nie chcę, by patrzyli na mnie jak na kozła ofiarnego.
    „Rodzice”- kolejny aspekt w moim życiu. Mój ojciec nie żyje. Tak, legendarny Lucjusz Malfoy poległ. Jednak nie w bitwie. Nie rozumiem jak to się stało. Podczas mojej nieobecności wydarzyło się coś, o czym nikt nie chce mi powiedzieć. Moja matka znalazła sobie frajera, który cały czas próbuje do mnie dotrzeć. Nie mam do niej o to żalu, ale czuje się nieswojo.
    Mimo wszystko postanowiłem pokazać im wszystkim, że nazwisko Malfoy ma taką samą wartość i siłę, jakiej nie miało dotychczas. Moją kolejną zachcianką stał się własny klub. Chciałem mieć coś, co w całości należałoby do mnie i co zależałoby ode mnie. I to się uda.
    Przyglądając się w lustrze poprawiłem krawat. Sceptycznie spojrzałem sobie w oczy. Teraz mogę się pokazać ludziom. Właśnie miałem wychodzić, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Uniosłem brew w geście zdziwienia. Doskonale wiedziałem, kto mnie odwiedził. Matka nigdy nie pukała. W przeciwieństwie do Johnsona.
-Proszę!- Nie było sensu przed nim uciekać. Zawsze miał jakiś pretekst, by ze mną o czymś „pilnie” porozmawiać. Nawet, gdy nie miałem ochoty, musiałem poświęcić mu chwilę, by nie zawieść matki.
-Witaj, Draconie, mam nadzieje, że nie przeszkadzam.- Mogłem go nie lubić, jednak wiedział jak dobrze się zaprezentować. Miał głowę do interesów. Gdy mój ojciec żył, on zajmował miejsce zastępcy prezesa. Wszystkie plany i zarysy większych korporacji były tworzone przez niego.
-Czy coś się stało? Jestem umówiony.- Grzecznie poinformowałem i uśmiechnąłem się. Pierwsza zasada. Nie pokazuj przeciwnikowi, że jest twoją słabszą stroną. Wtedy dasz mu do zrozumienia, że ma nad tobą przewagę, a to jest najgorsze, co tylko możesz zrobić. Dać się zniszczyć. Bo wbrew pozorom bardzo łatwo jest doprowadzić się do destrukcji.
- To potrwa tylko moment. Dziś jest spotkanie Company Malfoy Dragon.  Jako syn twego ojca jesteś zobowiązany przyjąć rodzinny interes. Chcielibyśmy razem z twoją matka, byś podpisał papiery. Pierwotnie to Narcyza miała przejąć te obowiązki, ale dalibyśmy konkurentom przewagę.- Gdy mi o tym opowiadał ani razu nie spojrzał na mnie. Rozglądał się, obserwował, lecz dopiero, gdy skończył mówić spojrzał mi w oczy. Wywnioskowałem, że nie był pewny mojej odpowiedzi. Zasłonił się moją matką i nie brzmiał zbyt przekonująco. Bał się. Gdybym odmówił ponownie nabylibyśmy zbędny bagaż ciekawskich reporterów. Już widzę te nagłówki „Dziedzic rodu Malfoy’ów wyrzeka się rodzinnej fortuny!” „Zawiódł po raz kolejny!”.
- Niestety, przeproś ode mnie rzeczników prasowych, ale nie pojawię się. Tak jak już wspominałem mam dosyć ważne plany na popołudnie. Myślę, że staniesz na wysokości zadania Johnsonie.- Uśmiechnąłem się po raz drugi i wyciągnąłem do niego rękę. Wymieniłem uściski dłoni i zostawiłem go w moim pokoju.
    Zdawałem sobie sprawę z tego, że dałem mu ogromną szansę. Wszyscy myśleli, że nie wiem, ale John od zawsze czuwał, by dostało mu się należne miejsce. Daje sobie rękę uciąć, że teraz w duszy cieszy się jak pięciolatek z zakupionej zabawki. Zbiegłem po schodach i zatrzymałem się przy drzwiach od kuchni. Nie było sensu informować kogokolwiek, że wychodzę, bo wszyscy już o tym doskonale wiedzieli. Po moim zniknięciu zrobiło się tu trochę tłoczno. Moja matka zrezygnowała z usług skrzatów domowych i zatrudniła służki. Spuściłem głowę na dół zastanawiając się, czy kiedykolwiek uda mi się to wszystko sklepić do kupy. Moją rodzinę, moje życie… Usłyszałem klakson nowego lamborghini Diabła. Nabrałem powietrza w płuca powoli jej wypuszczając. Zanim uleciało ostatnie powietrze, byłem w stanie wykrzyczeć ostatnie.
-Wychodzę!

   Kolejny klub. Dwa poprzednie okazały się kompletną klapą. Ten zapowiadał się obiecująco. Stałem pod budynkiem i kończyłem palić papierosa. W spokoju wdychałem nikotynowy dym, który prześlizgiwał się do płuc i tą samą drogą wracał. Ostatni raz porządnie się zaciągnąłem i wyrzuciłem pet do kosza. Spokojnie wypuściłem resztę dymu z ust i wszedłem do środka.  Chłopaki już zapoznawali się z kartą alkoholi. Postanowiłem do nich podejść, lecz plany pokrzyżował mi jakiś facet z aparatem. Szybko do niego podszedłem i spokojnie przedstawiłem.
-Aris Fort. Czy pojawi się pan dzisiaj w CMD?- Oni nigdy nie dają spokoju. Zawsze czegoś chcą i nie zostawią na mnie suchej nitki, jeśli się tam nie pojawię. Spojrzałem na fotoreportera. Jego twarz była wręcz pokryta maską ciekawości, która zżerała go od środka. Będzie miał materiał, za który dostanie fortunę, czy będzie musiał zbierać drobniaki na piwo. Westchnąłem cicho i podjąłem decyzję.
- Oczywiście. To dziś na 16.30. Na pewno się pojawię.- Uśmiechnąłem się lekko, a ten zrezygnowany odszedł. Właśnie zrujnowałem sobie dzień, który zapowiadał się tak ciekawie. Cudnie wręcz.
-Smoku!- Usłyszałem nawoływanie Blaise’a. Odwróciłem się i ruszyłem w stronę baru.-  O stary, już jesteś. Poznaj Felixa, właściciela tego dobytku.- Spojrzałem na niskiego bruneta, który wyciągnął do mnie dłoń. Ucisnąłem ją i przedstawiłem się. Jeszcze raz ogarnąłem wzrokiem pomieszczenie i sięgnąłem menu. Obrzuciłem wzrokiem główne dania i odłożyłem na miejsce.
-Przykro mi bardzo panowie, ale będę zmuszony was opuścić. Chłopaki dadzą sobie radę. Mam bardzo ważne spotkanie biznesowe. Muszę nadrobić zaległości, jeśli chodzi o moją obecność na pierwszych stronach gazet. Mam nadzieję, że wystawicie porządną recenzję, bo naprawdę podoba mi się ten lokal.- Ostatni raz rozejrzałem się po pomieszczeniu. Naprawdę było dobre. Choć chyba nie tego szukałem. Potrzebowałem coś mocnego, ale zarazem gustownego i w końcu coś, co będzie się trzymać w ryzach dziedzica fortuny Malfoy’ów. Reasumując, klub był poprawny, ale niezadowalający. Skinąłem głową na do widzenia i udałem się do wyjścia. Miałem jeszcze pół godziny. Prawda jest taka, a nie inna. Nie miałem zamiaru przejmować firmy na siebie. Jest to zbyt duża odpowiedzialność. A ja już wystarczająco dużo życia zmarnowałem. Nie miałem ochoty jeździć na jakieś bezsensowne spotkania i słuchać nudnych projektów firm, które miały podbijać światowy rynek. To zdecydowanie nie moja bajka.
  
     Tłok. Domyślam się, że tak jest na wszystkich ważnych „imprezach”, gdzie burżuazja może się najeść i pokazać. Fotoreporterzy czyhali na nich nawet w toaletach. Bo wszędzie można się pomylić. Człowiek jest tylko człowiekiem. Nikt nie jest idealny i każdy popełnia błędy. W tym świecie jest to niedozwolone. Chyba, że masz wystarczająco dużo pieniędzy, żeby pokryć swoją szkodę i wynagrodzić reporterom straconą wypłatę. To już zależy od ciebie i grubości portfela. No, przede wszystkim od grubości portfela...  Pojawiłem się na kongresówce (Sali, w której przemawiał obecny minister i organizator całego spotkania), podczas, gdy jakiś ważniak schodził z podestu, a wokół rozległy się brawa. Czasami miałem wrażenie, że były to swojego rodzaju wyścigi. Kto klaśnie głośniej, na tego zwracało się więcej uwagi, więc ścigali się. By swoją osobą wypełnić jak najwięcej powietrza.  Spokojnie oparłem się o jedną ze ścian i czekałem aż oklaski ucichną.
     Gdy Johnson wyszedł na podest, brawa przybrały na sile. John podniósł rękę i wszystko ucichło. Przerysowany scenariusz nawet jak na świat arystokracji.
- Witam bardzo serdecznie wszystkich zebranych. Company Malfoy Dragon jest bardzo poważną korporacją, która zyskała wysoki poziom w kraju i na świecie. Założycielem był mój dobry przyjaciel i człowiek, którego od zawsze podziwiałem. Potrafił wszystko utrzymać w idealnym porządku i przede wszystkim miał głowę na karku. Zawsze mierzył siły na zamiary i osiągał obrane cele, dążąc do perfekcji.
- Johnsonie, czy mógłbym powiedzieć kilka słów?- Podczas tej, jakże skromnej, przemowy zdążyłem podejść do mówcy i zajść go od tylu. Nie ukrywam, rozbawiło mnie jego zdezorientowanie, ale bez słowa skinął głową i odsunął się, robiąc mi miejsce.
- Dzień dobry.- Patrząc z tego miejsca na tych ludzi zrobiło mi się ich żal. Lecz nie była to litość, tylko pożałowanie. Nie widzieli we mnie człowieka tylko sensacje. Czy miałem zamiar jej dostarczyć? Sam nie wiem…- Padło tu wiele słów na temat mojego ojca. To, jaki był, do czego dążył. Nikt nie wspomniał, że robił to kosztem szczęścia i rodziny. Pomijając jednak ten fakt, był chorym idealistą. Miał manię wyższości i nie dopuszczał do siebie, że ktoś może być od niego lepszy lub posiadać inną rację niż on.- Widziałem wiele emocji na ich twarzach. W pierwszym rzędzie siedziała moja matka. W pierwszych chwilach dojrzałem zawód w jej oczach. Nie skończyłem jeszcze przemówienia, a ona już miała go dosyć. I nie musiała nikomu o tym mówić. Wszyscy to widzieli. To jedna z jej cech, które uniemożliwiała jej prowadzenie tej firmy. Podstawą biznesu jest dobry bajer i manipulacja. Ona tego nie potrafiła. Ale może to i dobrze.- Ale to właśnie dzięki tym cechom możemy obserwować to, co stworzył. Idąc tu, słyszałem wiele pytań. A wszyscy pytali praktycznie o jedno. Czy będę w stanie poprowadzić firmę dalej? Czy się tego podejmę? Właśnie w tej chwili rozwiewam wasze wątpliwości. Otóż… Nie. Nie zajmę się Company Malfoy Dragon. To oficjalna decyzja. Miejsce mojego ojca zajmie Johnson Brend. Przyjaciel rodziny i narzeczony mojej matki.- Na Sali zapadła martwa cisza. Nikt się nie odzywał. Nawet najwięksi ignoranci zaprzestali tak ważnej czynności jak jedzenie, a ich łyżeczki zatrzymały się w pół drogi od jamy ustnej. Chyba powinno mi być głupio, że wprawiłem ich w aż takie zmieszanie! By rozwiać ich wszelakie pytania zwróciłem się mojego ojczyma przyjaznym tonem.- Gratuluję John. Ufam, że utrzymasz nasz status, a nawet podniesiesz jego rangę.- Uścisnąłem mu dłoń, a w kongresówce wybuchła fala braw. Zanim jeszcze opuściłem zebranie, spojrzałem na moją rodzicielkę. Patrzyła na mnie z dumą wypisaną na twarzy, a po zaróżowionym policzku spływała kryształowa łza. Skinąłem jej głową, na co delikatnie się uśmiechnęła. Może ten dzień nie był do końca zepsuty, ale i tak nie miałem siły już na dalsze rozrywki. Udałem się do domu, by w spokoju czekać.
Wziąłem prysznic i usiadłem w fotelu z butelką Whisky. I czekałem. Na co?
Na jutrzejsze nagłówki gazet?
Na matkę, która miała przyjść ze spotkania?
Na Johna, który pewnie teraz już fruwa na wysokości lamperii?
Na to, aż procentowy napój zmyje resztkę myśli o ojcu?
Na sen, który zabierze mnie od szarej rzeczywistości?
Na kogoś, kto rozświetliłby mi mój tunel?
Na kogoś, kto potrafiłby mi powiedzieć, że warto dalej walczyć?
Walczyć?
Ale, o co?

5 komentarzy:

  1. No, Rouse, popisałaś się.
    Rozdział zadowala długością, a bogata treść idealnie się komponuje. Nienawidzę na początku jakiegokolwiek opowiadania czytać te nędzne wypociny, jakie są rozdziały pierwsze i wszelakie prologi (pewnie dlatego sama na swoim blogu nie napisałam prologu, ale cii!)... Jednak u ciebie jakimś magicznym sposobem się oczarowałam. Może dlatego, że darzę cię sympatią, może może.
    Sam pomysł jest w sobie oryginalny, co jest no trudno patrząc na masową ilość blogów o owej tematyce. Trudno być oryginalnym naprawdę. Ja staram się, jak mogę, a i tak nie jestem aż tak zadowolona ze swoich bazgrołów.
    Malfoy mnie intryguje własnym postępowaniem, tajemnicza śmierć ojca, Draco był na bezludnej wyspie? O co w tym wszystkich chodzi? Oj, zaciekawiłaś mnie, a to nie lada sztuka. Zastanawiam się, gdzie będzie w tym wszystkim Hermiona i jaką odegra rolę.
    Mam nadzieję, że bloga doprowadzisz do końca. Przepraszam, musiałam to napisać. Chociaż gdy u mnie po zawieszeniu mojego pierwszego bloga na Blinny pojawiały się takie stwierdzenia to ... musiałam to napisać, bo pomysł sam w sobie jest naprawdę dobry i szkoda go marnować.
    Trochę długo zwlekałam z napisaniem komentarza, ale to przez natłok czasu. Nawet możesz zobaczyć o której się zerwałam, żeby wreszcie skomentować twoje dzieło! A jeszcze mnie czeka nauka nieszczęsnej biologi, cholera jasna. Pewnie i tak pójde spać... No nic.
    Pozdrawiam cię serdecznie i ściskam ciepło!
    PS Pisz szybciutko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Salvio, ja nie wiem, co ja mam Ci napisać. :D
      Po pierwsze, chciałam serdecznie podziękować.
      A teraz już rozwiewam wątpliwości. Tak, Malfoy był na bezludnej wyspie i bardzo się zmienił. Na początku Herm i On to będę dwie różne bajki, ale nie chcę robić z tego wielkie BUM i wielka miłość . Rozdział pojawi się generalnie w poniedziałek, brakuje mi systematyczności i właśnie próbuję ją wprowadzić :)
      Nie ukrywam strasznie się zmartwiłam, jak w prologu pojawiły się komentarze, że czytelnik się pogubił. pomyślałam sobie wtedy, że co to będzie dalej!
      A rozdział napisany już jest :)
      Czekam tylko na jakiekolwiek komentarze, ale jak widzisz nie wiele osób się do tego kwapi.
      Ale to nic, mówi się trudno :P
      Postaram się dokończyć tego bloga i nie mam się za, co obrażać :) To po prostu prawda :P
      Trochę się rozpisałam, ale nie mogłam "nie odpisać"
      Dziękuję i również pozdrawiam. :)
      Do poniedziałku, Rouse :*

      Usuń
  2. wybacz ale tym razem trochę pomarudzę. ja wiem moje teksty też na początku nie były idealne ale moja kochana korektorka dużo mi pomaga i może tobie też by się przydała taka osoba. nie zwracałam uwagi na błędy ortograficzne ale raczej na logiczność zdań i niektóre słówka. dobra wymienię miejsca gdzie mi coś nie pasowało. nie obrażę się jeśli po poprawieniu usuniesz ten komentarz nawet bym wolała żebyś go usunęła. napiszę drugi ;-)
    - Zaspałem... to słowo zupełnie nie pasuje. to jest na samym początku gdzieś. myślę że mogło ci chodzić o zasnąłem... chyba że nie do końca zrozumiałam sens tego konkretnego zdania.
    - ... wolności, która byla mu na wyłączność. - tu jakoś mogłabyś zmienić to zdanie albo dodać np. "dana" ... która była mu dana na. bo tak to czegoś brakuje.
    - nie swojo - to pisze się razem. w wordzie nie wyskoczy ci jako błąd ale pisze się łącznie nieswojo.
    - ... wartość i siłę jakiej nie miało dotąd... coś mi zgrzytnęło w tym zdaniu chodzi o nazwisko Malfoy ale coś tam jest niegramatycznie.
    - jako syn twego ojca... nie lepiej by było jako syn Lucjusza? bo tak to trochę masło maślane...
    - sklepić ... a nie skleić???
    - ... zanim uleciało ... - Wychodzę. - tu jest dwa razy w jednym zdaniu ostatnie.
    - To dziś na 16,30. - a nie to dziś "o" 16,30 albo jeśli napiszesz jesteśmy umówieni dziś na ... to owszem.
    - potrzebowałem coś (czegoś?) mocniejszego...
    ja wiem że to nie są jakieś wielkie błędy ale odrobinę przeszkadza to przy czytaniu. przydał by ci się ktoś kto przeczytałby przynajmniej tekst przed publikacją i wyłapał takie szczegóły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamierzam niczego usuwać!
      W ogóle, to byłam tak zdziwiona, że kilka razy czytałam twój nick :D Fajnie, że znalazłaś czas żeby tu zaglądnąć.
      Krytyka też jest przydatna i bardzo ją sobie cenię. Obiecuję, że poprawię te błędy. Sama czytam to, co piszę i staram się nie mylić. Ale jak widać nie zawsze mi to wychodzi.
      Poszukam bety, może i faktycznie to dobre rozwiązanie :)
      Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  3. A teraz właściwy komentarz co do treści. ;-) oglądałaś serial Arrow??? fabuła... a przynajmniej sam początek wydaje mi się odrobinę podobny. Draco wygląda na niezłego balangowicza. To jedna z moich ulubionych postaci męskich w HP oczywiście zaraz po Sevie ;-) bardzo jestem ciekawa jak ty go wykreujesz i jak pokażesz jego drugą stronę. A tak właściwie ile mają lat ci bohaterowie mniej więcej? Widzisz... piszesz że jakaś tam koleżanka urządzała osiemnastkę ( w czarodziejskim świecie to 17 urodziny były ważniejsze ale mniejsza o to) a Draco był 3 lata na wyspie? Hmm...to już mówiłam brakuje mi tu zupełnie czasowości. Ile czasu upłynęło odkąd Draco wrócił z wyspy... porwali go po obaleniu Czarnego Pana to rozumiem ale skąd? To jest zupełnie nie jasne. Dlatego właśnie czytelnik może ci napisać że się pogubił. Ach i jeszcze to nieszczęsne wyrażenie "Spisek, którzy uknuli z dziada pradziada poplecznicy Voldemorta." Voldi nie miał aż tylu lat. Był najwyżej kilka, kilkanaście lat starszy od Lucka. Proponowałabym ewentualnie to zdanie zamienić na coś takiego "Spisek, którzy uknuli z dziada pradziada zwolennicy czarnej magii"
    Reszta jest świetna. Wciągająca. pokazujesz że po obaleniu Voldiego Czarodzieje przejęli sporo cech od mugoli... zaraz bo to nie jest alternatywa prawda? magia musi istnieć skoro był Voldi ale w takim razie Malfoy arystokrata powinien mieć jakiś zapasik eliksiru na kaca... a co stać go w końcu.
    mam jeszcze pytanie... to jest twoje pierwsze opowiadanie?
    Dobra nie przynudzam już. Czekam niecierpliwie na poniedziałek... może tym razem będzie znowu coś o Hermionie.
    Gdyby tekst pojawił się w jakimś innym terminie proszę o powiadomienie na gg jeśli posiadasz (mój numer 39488079) o swoich tekstach też powiadamiam na gg więc zapraszam do kontaktu.
    pozdrawiam serdecznie rapsodia89

    OdpowiedzUsuń